<< poprzednia strona

Rozstrzygnięcie konkursu Urzędu Komunikacji Elektronicznej i Wydawnictwa Operon

"Numer alarmowy 112 - Bezpieczeństwo na co dzień"!

 

Urząd Komunikacji Elektronicznej i Wydawnictwo Pedagogiczne Operon mają przyjemność ogłosić wyniki konkursu „Numer alarmowy 112 – Bezpieczeństwo na co dzień”.

Wszystkie nadesłane prace prezentowały wysoki poziom, dlatego wybór zwycięzców nie był łatwy. Po burzliwych dyskusjach udało nam się skompletować listę. 

Oto zwycięzcy i wyróżnieni w poszczególnych kategoriach:

 

Gimnazjalny projekt edukacyjny – Nagroda główna: Aleksandra Bogucka, Paulina Matwiejczuk, Łukasz Wróbel, Martyna Drosio, Patryk Kowalski, opiekun: Karolina Haponiuk; Publiczne Gimnazjum w Przejazdowie.

Gazetka szkolna – Nagroda główna: Bogumiła Gwardzik, opiekun: Przemysław Szymkowiak; Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 5 w Bydgoszczy.

Od globalnej do lokalnej - przedstawienie roli numeru 112 w regionie i na świecie: 

 

Praca pisemna – Nagroda główna: Hubert Gapys, opiekun: Radosław Jurek; Prywatne Gimnazjum w Opocznie.
Praca graficzna – Nagroda główna: Julia Słomczyńska, opiekun: Iwona Książek; Publiczna Szkoła Podstawowa nr 9 w Opolu.

Wyróżnienie: Rafał Łomża i Marcin Szajnowicz, opiekun: Agnieszka Przybyła-Czyż; Zespół Szkól Ogólnokształcących nr 4 w Radomiu.

Praca muzyczna – Nagroda główna: Agnieszka Detko, Paulina Haberka, Klaudia Kardynał, Kinga Żelechowska, Olaf Piotrowski, opiekun: Olga Stelmaszczyk; V Liceum Ogólnokształcące im. Ks. Józefa Poniatowskiego w Warszawie.

Stworzenie projektu logotypu numeru 112 dowolną techniką graficzną 

 Nagroda główna: Julia Piasecka, opiekun: Izabela Sieradzka; Europejskie Gimnazjum Społeczne dr Rahn w Zielonej Górze.
 Wyróżnienie: Carlo Bieńkowski, opiekun: Olga Stelmaszczyk; Liceum Ogólnokształcące im. Ks. Józefa Poniatowskiego w Warszawie.

Organizacja Dnia Numeru 112 w szkole – Nagroda główna: Karolina Barańska, opiekun: Olga Stelmaszczyk, Liceum Ogólnokształcące im. Ks. Józefa Poniatowskiego w Warszawie.

Wszystkim nauczycielom i uczniom dziękujemy za udział w konkursie!

Strona wymaga Adobe Flash Player Get Adobe Flash player

Konkurs realizowany jest w ramach siedmiu kategorii tematycznych:

1) Gimnazjalny projekt edukacyjny

2) Gazetka szkolna

3) Od globalnej do lokalnej – przedstawienie roli numeru 112 w regionie i na świecie 

 
  • podkategoria I: – praca pisemna
  • podkategoria II: – praca graficzna
  • podkategoria III: – praca muzyczna
 

4) Stworzenie projektu logotypu numeru 112 dowolną techniką graficzną

5) Prezentacja wybranego ambasadora numer 112

6) Organizacja Dnia Numeru 112 w szkole

7) Cykl wywiadów z osobami realizującymi działania numeru 112
 

 

Przedmiotem Konkursu jest przygotowanie prac i/lub opracowań zgodnych z tematyką Konkursu. Do udziału w nim może przystąpić każdy uczeń lub zespół projektowy uczniów, składający się maksymalnie z 5 osób. Prace powinny być przygotowane według własnego, autorskiego pomysłu, pod opieką nauczyciela – opiekuna Projektu.

Materiały można nadsyłać od 1 marca 2012 do 11 maja 2012, za pośrednictwem poczty elektronicznej, na adres: numer112@operon.pl, oraz tradycyjnej, na adres: Wydawnictwo Pedagogiczne OPERON Sp. z o.o., ul. Hutnicza 3, 81-212 Gdynia, z dopiskiem "Konkurs: Numer alarmowy 112 – bezpieczeństwo na co dzień”. 

 

 

Pobierz regulamin konkursu

Pobierz program do otwierania plików PDF

Bank inspiracji dla nauczycieli i uczniów przygotowujących gimnazjalny projekt edukacyjny

Jakie tematy może poruszać gimnazjalny projekt edukacyjny?

pobierz listę proponowanych tematów

Jak może wyglądać konspekt gimnazjalnego projektu edukacyjnego?

Propozycja przygotowania projektu, stworzonego na podstawie cyklu wywiadów, przeprowadzonych przez uczestników projektu z osobami odpowiedzialnymi za ratownictwo w Polsce.

Temat: Kiedy dzwonić pod numer alarmowy 112? 

pobierz scenariusz

Pobierz program do otwierania plików PDF

 

Maciek sam w domu

Ależ to był dzień! Maciek wcale nie myślał, że przyniesie tyle emocji. 

Rano, jak zwykle, wstał do szkoły… A właściwie mama musiała go wyciągać z łóżka za nogi. 

Cóż… Niektórzy wstają rano wypoczęci jak skowronki, a inni – tak jak Maciek – z trudem się budzą. 

Jednak Maciek nigdy się nie spóźniał. Kiedy był już na nogach, zawsze szybko się mył, ubierał i jadł śniadanie. Tak jak dzisiaj. Od kilku minut czekał nawet na mamę, a ona wciąż jeszcze nie była gotowa! 

– Mamo! – zawołał – spóźnimy się. Co ty jeszcze robisz? 

– Tak, wiem… – odpowiedziała mama. – Nie mogę znaleźć klucza! Nie widziałeś go?

– Nie. Sprawdzałaś w szafce przy drzwiach?

– Oczywiście. W torbie też i w kieszeniach... Szukałam wszędzie.

– Ojej – zmartwił się Maciek. – To co zrobimy? Zaraz zaczną się lekcje.

– Niestety nie pójdziesz dziś do szkoły – odpowiedziała mama. – Będziesz pilnował domu. Ja muszę lecieć do pracy. I to już! – zawołała, spojrzawszy na zegarek.

– Mam zostać sam? –zaniepokoił się chłopiec.

– Tak. Nie ma innej rady… Nie martw się, niedługo przyjedzie babcia. Już do niej dzwoniłam, jest w drodze.

Mama cmoknęła syna w policzek i dodała:

– Dasz sobie radę. Jesteś już duży.

Maciek też myślał, że jest duży, mimo to trochę się bał. Pierwszy raz został w domu bez opieki dorosłego. Ale co tam! Jego kolega, Darek, od dawna zostawał w domu sam – i żyje. Poza tym zaraz będzie babcia. Zadzwoni do drzwi cztery razy, aby Maciek wiedział, że to ona. 

Chłopiec usiadł w swoim pokoju i zaczął się bawić klockami. 

Nagle usłyszał huk. Aż podskoczył ze strachu. Co to było? Z drżącymi nogami podbiegł do okna i… Och! 

W bloku naprzeciwko zobaczył dymiące okno!

To u pana Nowaka! Co teraz będzie?! Maćkowi napłynęły łzy do oczu, jednak zaraz przypomniał sobie lekcję z panią Elą na temat numerów alarmowych.

– „Muszę zadzwonić po pomoc“ – pomyślał i podbiegł do telefonu. Wykręcił numer 112.– Halo! Coś wybuchło! W domu naprzeciwko! Mnie nic nie jest, ale widzę dym u pana Nowaka. Ale… ojej!… nie pamiętam, na jakiej ulicy!… ojej… – chłopiec tak bardzo się zdenerwował, że zapomniał nazwę ulicy, na której mieszka.

– Spokojnie – usłyszał głos dyżurnego. – Jak masz na imię?

– Maciek. Maciek Zawada.

– Maćku, nie odkładaj słuchawki. Nasz system lokalizuje miejsce, z którego dzwonisz. Najważniejsze, że zadzwoniłeś pod numer 112. To naprawdę wspaniale!

Chłopiec trochę się uspokoił i przypomniał sobie ulicę.

– Bednarska! – zawołał.

– Brawo! – powiedział dyżurny. – Bednarska róg Kwiatowej. My również już ciebie widzimy. Pomoc nadchodzi.

Maciek odetchnął i odłożył słuchawkę.

Po chwili usłyszał sygnały alarmowe. Przyjechała karetka i dwa wozy strażackie. Ratownicy na noszach wynieśli kogoś z budynku. To pan Nowak. Żyje!

Sąsiad zobaczył Maćka w oknie i pomachał do niego dłonią. 

W tym momencie zadzwoniła do drzwi babcia.

– Maciusiu! – zawołała roztrzęsiona. – Uratowałeś życie panu Nowakowi! Rozmawiałam ze strażakami. Możesz się spodziewać ich wizyty. Chcą ci pogratulować!

Maćkowi znowu napłynęły łzy do oczu. Tym razem ze szczęścia.

 

plik PDF

Nieudany dowcip

Dzieci były coraz bardziej wystraszone. Nie tak miała wyglądać wycieczka. Chciały po prostu zrobić kawał. Olek wpadł na pomysł, aby w tajemnicy wyprzedzić grupę w lesie i zajść ją z przeciwnej strony. Mieli siedzieć na środku drogi, udając, że czekają od godziny… I wszystko poszło zupełnie inaczej. Zgubili się i błąkali wśród drzew, wypatrując drogi!

Ania zaczęła snuć czarne myśli:

– Umrzemy z głodu. Zjedzą nas dzikie zwierzęta. Chce mi się pić.

– Przestań! – denerwował się Franek, ale i on się bał. – Mam jeszcze krówki. Chcesz?

– A ja wodę – dodała Marianna.

– Znajdziemy drogę. To nie dżungla… Na pewno już nas szukają – zapewniał Olek. 

– I na pewno wyrzucą nas ze szkoły! Ale już wolę to od rozszarpania przez wilki.

– Niemądra jesteś! Tu nie ma wilków – zirytowała się Marianna. – Zamiast jęczeć, sprawdź, czy masz już zasięg. Wszystko będzie dobrze.

– Jest! – zawołała uradowana dziewczynka.

Na komórce pojawiła się malutka kreseczka symbolizująca antenę.

– Dzwonię to mamy!

W tym momencie komórka zapiszczała.

– Poczekaj! – zawołała Marianna. – Bateria się wyczerpuje. Nie dzwoń do mamy, bo jak jej wytłumaczymy, gdzie nas szukać? Mamo, jesteśmy przy wysokiej sośnie? Tu wszędzie są sosny… Zmarnujemy tylko baterię i szansę na kontakt ze światem.

– Ale przynajmniej powiem, że się zgubiliśmy – odpowiedziała Ania i zaczęła wystukiwać numer do rodziców.

– Marianka ma rację – Olek próbował wyrwać komórkę koleżance. – Lepiej zadzwonić po policję.

– A policjanci to jasnowidze? Dzwonię do mamy i już! – zawołała Ania.

Dziewczynka wybrała numer. Ledwie to zrobiła – rozpłakała się na cały głos i cisnęła telefonem w trawę.

– Co się stało? – zapytała Marianka.

– Wyczerpałam limit!

Dzieci spojrzały na siebie zrozpaczone.

– To po nas – stwierdził Olek.

– 112! – zawołał nagle Franek. – Numer 112! Przecież oni mają system lokalizacji! I nie trzeba mieć karty!

– Franuś, jesteś genialny! – zawołała Marianka. – 112 to numer ratunkowy. Znajdą nas, choćbyśmy byli na końcu świata! Jesteśmy uratowani!… Tylko gdzie ta komórka? Mam nadzieję, że przeżyła upadek.

Dzieci gorączkowo zaczęły szukać telefonu w trawie.

– Mam! Wygląda na całą! – zawołał Olek. – Dzwonię!

Chłopiec wystukał numer 112.Na szczęście nie miał kłopotu z połączeniem.

Dyspozytor powiedział, że policja już wie o zaginięciu, ale dzięki temu, że sami zadzwonili, szybko ich znajdą w lesie. System właśnie ich namierza. Dyspozytor zapytał jeszcze, czy nic nikomu się nie stało i poprosił, aby spokojnie czekali w miejscu, z którego dzwonią. Pomoc zaraz nadejdzie.

Dzieci odetchnęły z ulgą.

W lesie jednak czas płynął inaczej niż przy komputerze. Każda minuta oczekiwania na pomoc dłużyła się w nieskończoność.

– A jeśli coś się popsuło? No z tym systemem?– Ania znowu zaczęła odczuwać strach.

– Coś ty! – oburzyła się Marianka i chcąc zmienić temat, zapytała: – Widzieliście film w sobotę? O piratach.

Franek już miał odpowiedzieć, kiedy przerwał mu ożywiony głos Olka:

– Cicho!… Słyszę ratowników… Tutaj! Tu jesteśmy!

W gęstwinie drzew pojawiło się kilku strażaków. Panowie zamachali do dzieci na powitanie.

Co za radość!

Ania, Marianka, Franek i Olek rzucili się sobie w ramiona, po czym obiecali, że już nigdy na wycieczce nie będą się oddalać od grupy.

 

plik PDF

Młodzi eksperci

Dzisiaj pani na lekcjach opowiadała o bezpieczeństwie. Ale było zamieszania!

Najpierw obejrzeliśmy film o tym, jak dzieci bawiły się tuż przy drodze. To było wyjątkowo niemądre. Na tym filmie chłopiec o mały włos wpadłby pod samochód! Naprawdę niewiele brakowało. Kiedy dzieci oglądały ten film, tak się zdenerwowały, że wszystkie zaczęły piszczeć. Ja też!

Po filmie rozmawialiśmy na temat niebezpiecznych sytuacji. Każdy chciał coś powiedzieć. Kasia opowiadała, jak jej młodszy braciszek spadł ze schodów, bo nie posłuchał mamy i na nich skakał. Marek bardzo dobrze znał przepisy ruchu drogowego. Wiedział, że nie należy biegać po ścieżce rowerowej. 

Rowerzysta może na nas wjechać, a to grozi poważnymi urazami, na przykład wstrząśnieniem mózgu. Filip natomiast opowiedział historię o tym, jak w kamienicę wjechała ciężarówka, bo kierowca jechał za szybko.

Pani wtedy powiedziała, że to jest przykład na to, że nie tylko dzieci bywają nierozważne. Niestety zdarza się, że to dorosły jest niemądry, tak jak ów kierowca ciężarówki.

– Dlatego – mówiła pani – każde z was powinno być ekspertem od bezpieczeństwa. Wówczas będziecie mogli przypominać, aby tata nie rozmawiał przez komórkę, kiedy kieruje samochodem. Albo, żeby ciocia podczas jazdy miała zapięte pasy. 

Takie upominanie dorosłych bardzo się nam spodobało. Hania nawet zdradziła, że jej babcia wchodzi na parapet, aby umyć okna.

– Od dzisiaj będę jej mówić, że tak nie można, i że musi się mnie słuchać, bo jestem ekspertem. A okna umyje tata albo mama! – zapowiedziała Hania.

Kiedy pani to usłyszała, uśmiechnęła się, a potem na tablicy napisała wielkimi cyframi numer 112.

– Zapamiętajcie ten numer – powiedziała. – On jest bardzo ważny! 112 wybieramy zawsze wtedy, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Kiedy kolega spadł ze schodów i nie może się podnieść, kiedy zderzyły się tramwaje, kiedy coś się pali. Nawet wtedy, gdy zgubiliśmy się na wycieczce.

– A kiedy widzimy staruszka, który ciągnął wózek z butlami i się przewrócił, i wózek najechał na niego, i jeszcze rozlało się coś na ulicę, i staruszek nie może się podnieść? – zapytał Marek.

– Oj, Marku, Marku, zawsze coś wymyślasz – powiedziała pani, lecz mimo to odpowiedziała:

– Jeśli zobaczysz taką sytuację, również należy dzwonić.

– No to chyba musimy zadzwonić – stwierdził Marek.

– Marku, to nie są żarty – powiedziała pani z poważną miną.

– Proszę pani! – zawołała wtedy Basia. – Marek nie żartuje! Tam naprawdę ktoś jest!

Podbiegliśmy do okna.

Na ulicy leżał starszy pan. Obok niego, w kałuży tłustej cieczy, leżał połamany wózek i potłuczone butelki.

– Och! – zawołała pani z przejęciem. – Musimy wezwać pomoc!

I wtedy wszyscy, jak na zawołanie, równiutko wyrecytowaliśmy:

– Jeden, jeden, dwa!

– Tak jest! – potwierdziła pani i wybrała numer 112.

Kiedy usłyszała dyżurnego, opowiedziała, co się stało.

Chwilę potem zobaczyliśmy karetkę pogotowia i zdziwiliśmy się, bo przyjechała też straż pożarna, mimo że pani jej nie wzywała.

Pogotowie zabrało starszego pana do szpitala, a pani nam wytłumaczyła, że kiedy dzwonimy pod numer 112, nie musimy wiedzieć, kto powinien przyjechać. Wystarczy, że opiszemy zdarzenie i dyżurny sam zadecyduje, jaką służbę przysłać.

Tak jak dzisiaj.

To dyżurny zadecydował, aby prócz karetki, przyjechała również straż pożarna. Trzeba przecież usunąć niebezpieczną plamę oleju.

 

plik PDF

Kapelusz babci

Dzisiaj w drodze do sklepu Zosi się nie zamykała buzia. Tłumaczyła babci zasady ruchu drogowego. Opowiadała, że należy przechodzić na pasach, przed wejściem na jezdnię zawsze trzeba się upewnić, czy nie nadjeżdża jakiś pojazd, i że czerwone światło oznacza: stój.

Babcia słuchała z uwagą i bardzo się cieszyła, że Zosia jest taka mądra.

Nagle zerwał się wiatr. Zdmuchnął z głowy babci kapelusz.

Staruszka podskoczyła, aby go złapać, ale niestety potknęła się i przwróciła na chodnik.

– Babciu, babciu! – zawołała Zosia.

Babcia nie mogła wstać.

Zosia nie zastanawiała się długo. Z całych sił zawołała do przechodzącej obok gimnazjalistki.

– Pomocy! Zadzwoń na numer 112! Moja babcia!

Dziewczyna odpowiedziała zmartwiona:

– Ale ja nie wzięłam torby, w której miałam komórkę i pieniądze.

– Ojej! To co teraz zrobimy?

Zosia się rozpłakała.

– Nie płacz! – powiedziała nagle gimnazjalistka. – Widzę budkę telefoniczną. Na numer 112 można dzwonić za darmo!

Dziewczyna błyskawiczne znalazła się przy telefonie i wezwała pomoc.

Zosia tymczasem przytuliła babcię. Chwilę potem obydwie były już w szpitalu. Lekarze opatrzyli ranną.

Całe szczęście babci nie stało się nic poważnego.

Już wieczorem upiekła dla wnuczki ciasteczka!

 

plik PDF

Nad jeziorem

Chlapaliśmy się przy brzegu jak kaczki, a ubranie szybko wysychało, bo na dworze było naprawdę gorąco. Od czasu do czasu zazdrośnie spoglądaliśmy na starszych chłopaków. Skakali z pomostu do wody.

Nagle usłyszeliśmy zaniepokojony głos jednego z nich: 

– Paweł?! Kurczę, gdzie Paweł?!

– Jasny gwint, Paweł nie wypłynął! – zawołał drugi.

Niemal w tym samym momencie nad jeziorem rozległ się pełen rozpaczy krzyk:

– Ratunku! 

Nasi nauczyciele poderwali się na równe nogi.

Pan Robert wbiegł na pomost i bez zastanowienia zanurkował, aby odszukać chłopaka, który zniknął w jeziorze.

Nasza pani w tym czasie kazała nam natychmiast wyjść z wody. Jednocześnie gorączkowo się za czymś rozglądała.

Posłuchaliśmy jej bez gadania. Wiedzieliśmy, że sytuacja jest poważna.

– Musimy zadzwonić po pomoc! – powiedziała zdenerwowana. – Gdzie moja torba?

 – Tu, za kocem! – zawołała Oliwia i podała torebkę.

– Dziękuję – powiedziała pani.

 W pośpiechu chwyciła torbę i wysypała całą zawartość na trawę. Odszukała komórkę.

– Jest! – powiedziała uradowana, ale zaraz dodała zagubionym głosem:

– Tylko gdzie my jesteśmy?!

– Niech pani zadzwoni na 112! – zaproponował Oskar. – Oni namierzą telefon. Będą wiedzieć, skąd pani dzwoni.

– Właśnie! – potwierdził Szymek. – Pan Robert wczoraj nam opowiadał o numerze 112. Mają specjalny system namierzający! Nie musi pani znać adresu.

– Rzeczywiście! – powiedziała pani Danusia. Lekko się przy tym uśmiechnęła. – Co ja bym bez was zrobiła?

Kiedy nasza pani dzwoniła po pomoc na numer 112, pan Robert wyłowił chłopaka.

– Żyje! – zawołał.

– Hura! – wrzasnęliśmy uradowani.

Pani odetchnęła z ulgą. Zauważyłem, że w kącikach jej oczu pojawiły się łzy.

Po chwili przyjechała karetka pogotowia.

Paweł był bezpieczny.

 

plik PDF

Dzielni modelarze

Tego dnia pogoda nie rozpieszczała. O słońcu można było tylko marzyć. Całe szczęście, że deszcz przestał padać. Mimo to Jacek na wszelki wypadek założył kurtkę przeciwdeszczową. Nigdy nie wiadomo, czy znowu nie zacznie lać.

Marek już na niego czekał pod klatką. Chłopcy nie chcieli się spóźnić. Szli na kółko modelarskie. Byli bardzo podekscytowani. To miały być pierwsze zajęcia.

– Wziąłeś ze sobą klej? – zapytał Jacek przyjaciela.

– Tak, tak. Pędzelki też – odpowiedział Marek. – Ciekawe, jak tam będzie. Ewa opowiadała, że pan prowadzący kółko jest bardzo fajny. Jej brat jest zachwycony.

Do Domu Kultury trzeba było przejść przez niewielki park. Zazwyczaj było w nim pełno bawiących się dzieci. Teraz jednak chłopcy spotkali tylko kilka ptaków, które chowały się w drzewach. Koledzy przemierzali drogę sprężystym krokiem.

W pewnej chwili z alejki obok wyszedł młody mężczyzna. Podobnie jak oni, szedł szybko, lekko skulony, z rękami w kieszeniach. Chłopcy nie zwróciliby na niego uwagi, gdyby nie fakt, że młodzieniec miał na kurtce namalowany piękny model odrzutowca.

– Super ma kurtkę, no nie? – zachwycił się Marek.

– To chyba Su–27. Myślisz, że to nasz pan od modelarki?

– Eee, za młody. Ja go chyba znam. Mieszka na szóstym piętrze… – odpowiedział Marek, po czym zawołał zdziwiony:

– Ojej! Co on robi?!

Młody mężczyzna upadł na ziemię. Zaczął dziwnie tłuc nogami.

– Zwariował? – zapytał Marek.

– Chyba coś mu jest – odpowiedział Jacek.

Chłopcy podbiegli do leżącego. Próbowali go zagadać, ale nie reagował na ich słowa.

– Rany! Co robimy? On się chyba dusi. Ratunku! – Marek naprawdę się przestraszył.

Jacek również poczuł dziwny ucisk w brzuchu.

Rozejrzał się po parku.

– Tu nikogo nie ma – powiedział zrozpaczony. – Masz telefon? Trzeba zadzwonić po pomoc. Na 112.

– Mam! – zawolał przyjaciel. – Tylko co mam mówić?

– Dzwoń. Po prostu dzwoń!

Marek wystukał numer 112. Usłyszał spokojny głos dyżurnego.

– Halo! – zawołał rozgorączkowany. – Jesteśmy w parku. Idziemy na kółko… Taki pan się przewrócił. Dziwnie sie trzęsie! Pomocy!

– Spokojnie. Jak masz na imię?

– Marek. Jestem z Jackiem.

– Czy ty jesteś bezpieczny?

– Ja tak i Jackowi też nic nie jest. To ten chłopak! Znaczy pan. Przewrócił się i leży.

– Nic się nie martw. Zaraz przyjedzie pomoc. Lokalizujemy miejsce, z którego dzwonisz. Powiedz, co widzisz. Czy ten pan oddycha? Czy jest przytomny?

– Nie wiem! On się trzęsie.

– I ciągle się uderza w głowę! – dodał Jacek, nachylając się nad słuchawką.

– Czy możecie podłożyć mu coś miękkiego pod głowę?

– Tak. On ma torbę. Miękka jest… Tak, torba jest miękka.

– Świetnie.

Jacek podłożył choremu torbę pod głowę. Marek w tym czasie rozmawiał z dyżurnym pogotowia.

Wreszcie w parku rozległ się sygnał nadjeżdżającej karetki. Kilka sekund póżniej pojawili się ratownicy. Natychmiast zajęli się chorym.

Kiedy lekarze opanowali sytuację, jeden z ratowników podszedł do naszych bohaterów.

– Wspaniale, chłopaki – powiedział. – Ten młody mężczyzna miał napad padaczki. Spisaliście się na medal. Wasi rodzice mogą być z was dumni.

Jacek i Marek spojrzeli na siebie z uśmiechem. Nic nie szkodzi, że się spóźnią na kółko. Przecież właśnie uratowali komuś życie!

 

plik PDF

Telewizor pani Basi

Weronika nie lubiła zostawać w domu sama. Czuła się nieswojo. W przeciwieństwie do Karoliny, która mówiła, że jak rodziców nie ma, to jest fajnie i można do woli grać na komputerze czy oglądać telewizję. Weronika telewizją szybko się nudziła, a komputera nie miała. Co tu robić? Rodzice wyszli do sklepu.

Dziewczynka postanowiła zająć się tym, co lubi najbardziej, czyli wymyślaniem sukienek. Najpierw je rysowała, a potem wycinała i przyklejała na tekturkach. Mama kiedyś jej powiedziała, że tworzy śliczne obrazki i może kiedyś zostanie prawdziwą projektantką mody.

Przy rysowaniu czas upływał o wiele szybciej. Weronika nie musiała nawet patrzeć na zegarek. Dzięki sąsiadce wiedziała, która jest godzina. Pani Basia, jak zwykle o czwartej, oglądała swój ulubiony teleturniej. Włączała telewizor tak głośno, że było go słychać w całym bloku. Na szczęście po skończonym programie zawsze go wyłączała.

Weronika kolorowała kolejną kreację, kiedy za ścianą rozległ się potężny rumor. Jakby coś ciężkiego spadło na podłogę. Dziewczynka nasłuchiwała przez chwilkę, po czym pomyślała, że pewnie sąsiadce spadła jakaś ciężka księga. Spokojnie wróciła więc do rysowania. Po chwili usłyszała reklamy telewizyjne. Ucieszyła się, bo to oznaczało, że teleturniej już się skończył i rodzice niebawem przyjdą. Zastanowiło ją jednak, że pani Basia nie wyłączyła telewizora. Przecież robi to za każdym razem.

Dziewczynka poczuła dziwny niepokój. Zaczęła nasłuchiwać. Z mieszkania pani Basi dobiegały teraz dźwięki programu informacyjnego. Dziwne – sąsiadka nigdy go nie słucha. Może ma gościa? Weronice jednak nie dawało to spokoju. Postanowiła zadzwonić do sąsiadki. Jej numer był zapisany w notesiku obok telefonu.

Niestety, nikt nie podniósł słuchawki. Może pani Basia nie słyszała dzwonka? Weronika spróbowała jeszcze raz. Długo czekała przy słuchawce. I nic. Co się dzieje? Dlaczego gra telewizor, a nikt nie odbiera telefonu? I jeszcze ten głośny łomot. Jakby walnięcie…

Weronika postanowiła zastukać do drzwi pani Basi. Rodzice co prawda nie lubią, gdy wychodzi z domu pod ich nieobecność, ale przecież to nadzwyczajna sytuacja. Poza tym pani Basia mieszka obok, na tej samej klatce. Może do niej pójść w kapciach!

Dziewczynka stanęła przed drzwiami sąsiadki. Zadzwoniła. Potem zastukała i jeszcze raz zastukała… Słychać było tylko telewizor… Coś musiało się stać. Zadzwoniła do mamy, ale jej telefon był poza zasięgiem. Tata również nie odbierał. Co robić?

Musi wezwać pomoc! Tylko kogo? Policję? Straż pożarną? Pogotowie?

Całe szczęście przypomniała sobie ostatnią lekcję z panem Sławkiem. Opowiadał o numerze 112. Pod ten numer można dzwonić nawet wtedy, kiedy nie wiemy, kto powinien przyjechać z pomocą.

Weronika wystukała numer 112.

Usłyszała głos dyspozytora, któremu drżącym głosem opowiedziała, o swoich przeczuciach. Pan dyspozytor spokojnie ją wysłuchał, po czym powiedział, że dobrze, iż zadzwoniła. Zaraz przyśle pomoc.

Niedługo potem Weronika zobaczyła strażaków. Po kilku próbach dostania się do domu pani Basi strażacy weszli przez okno.

I całe szczęście!

Okazało się, że pani Basia leży w kuchni na podłodze. Jest nieprzytomna! Strażacy natychmiast udzielili jej pierwszej pomocy i dosłownie za minutkę sąsiadka była w karetce pogotowia.

W tym momencie wrócili rodzice.

– Co się stało?! – zawołała wystraszona mama, kiedy zobaczyła tyle osób na klatce. – Co robicie pod moimi drzwiami?

– Chcemy pogratulować bohaterce – odpowiedział jeden z ratowników. – Mają państwo wyjątkową córkę! Właśnie uratowała życie sąsiadce.

 

plik PDF

Swietny rowerzysta

Kuba nie chciał, aby Emilka i Bartek na niego czekali. Dlatego nie powiedział mamie, że uwiera go kask. Wskoczył na rower i popędził do przyjaciół.

Za rogiem odpiął kask, aby poprawić włosy nad uchem. Niestety okazało się, że nie umie go zapiąć.

„Nic nie szkodzi“ – pomyślał. – „Przecież jestem świetnym rowerzystą i będę jeździć tylko po alejkach wokół domu“.

Kuba przypiął kask do bagażnika i ruszył za przyjaciółmi.

Niestety na zakręcie stracił równowagę. Przewrócił się tak niefortunnie, że uderzył głową w drzewo.

Bartek zatrzymał się przerażony. Nie wiedział, co robić. Kuba się nie ruszał. 

– Trzeba zadzwonić po karetkę i powiedzieć o tym mamie Kuby! – zawołała Emilka. 

Bartek pobiegł po panią Ewę, a Emilka poprosiła przechodzącego sąsiada, aby zawiadomił pogotowie. Pan Adam wyciągnął telefon, ale przypomniał sobie, że nie doładował konta.

– Pod numer 112 można dzwonić nawet bez karty w telefonie – zauważyła Emilka. – Uczyliśmy się tego na lekcji. Niech pan spróbuje!

Emilka miała rację. Pan Adam bez przeszkód połączył się z numerem 112 i powiedział dyżurnej z centrum ratunkowego, co się stało.

Karetka przyjechała bardzo szybko. Lekarze pochwalili dzieci za szybkie działanie. Stwierdzili, że Kuba ma wstrząs mózgu i przez jakiś czas będzie chorować.

Gdyby chłopiec miał na głowie kask, ten upadek skończyłby się tylko guzem.

 

plik PDF

Wycieczka

Pan kierowca dawno nie prowadził tak wesołego autokaru. Cała klasa śpiewała! Nawet Janek, który na lekcjach lubił siedzieć z boku i rzadko się odzywał. Pani Kasia z radością patrzyła na uczniów. Cieszyła się, że dzieci są zadowolone z wycieczki. Nauczycielka właśnie chciała dołączyć do śpiewania, kiedy Janek zawołał:

– Proszę pani! Traktor! Przewrócił się traktor! Trzeba zatrzymać autokar!

Kierowca się nie zastanawiał. Od razu zatrzymał autokar, a pani Kasia zapytała Janka, co zobaczył. Chłopiec wskazał na pole.

– O tam! Pod lasem. Widziałem, jak się przewraca.

Wszyscy spojrzeli we wskazanym kierunku. Rzeczywiście. Na polu leżał przewrócony traktor.

– Przy traktorze ktoś leży – zauważyła Jagoda.

– Biegnę sprawdzić! – zawołał pan Jacek, który uczy w szkole wuefu.

– Musimy zawiadomić pogotowie – powiedziała pani Kasia i wyciągnęła telefon. – Tylko gdzie my jesteśmy?

– Pani Kasiu, niech pani wykręci numer 112! Przyjedzie od razu i pogotowie, i straż pożarna… I nie trzeba znać adresu – powiedział Jaś.

– No właśnie – dodała Jagoda. – Sama nas pani uczyła, że specjalny komputer potrafi odszukać miejsce, z którego się dzwoni.

Pani Kasia z dumą spojrzała na uczniów. Szybko wykręciła numer 112. I rzeczywiście – nie musiała podawać miejsca wypadku. Od dyspozytora dowiedziała się, że system lokalizacji właśnie ich znalazł. Pomoc jest już w drodze! 

 

plik PDF

 

 

 

Pobierz program do otwierania plików PDF